Czasem prawda bywa ostatnim gwoździem do trumny. Ja wolałam człowieka ocalić.
Wiktor był miłym, uczynnym facetem, a do tego wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie nauki. Siedem lat temu wyjechał do Hongkongu na zaproszenie tamtejszego koncernu chemicznego. Miał uczestniczyć w pracach badawczych nad wykorzystaniem nowych substancji w pewnych procesach technologicznych. Jednak gdy pojawił się po zakończeniu kontraktu, był już innym człowiekiem.
Tajemnicze wydarzenia
Pił. Zrezygnował z dużej części zajęć w instytucie, a te, w których brał udział, zaniedbywał. Przestał widywać się z przyjaciółmi. Gdy ktoś pytał, jak wiodło mu się w egzotycznym bądź co bądź kraju, natychmiast ucinał rozmowę. Z niejasnych informacji, które nie wiadomo kiedy rozprzestrzeniły się w środowisku wynikało, że na wyjeździe związał się z jakąś miejscową pięknością. Potem ona... umarła? Bo kiedyś napisał do zaufanego kolegi, że wróci z żoną, a po upływie pół roku sucho poinformował, że nie przyjadą, ponieważ "doszło do nieszczęścia". Nie wyjaśnił przy tym, co się właściwie stało i odtąd nabrał wody w usta.
Ludzie niechętni Wiktorowi wykoncypowali, że dziewczyna miała wypadek, w wyniku którego została trwale okaleczona, a ukochany, nie zamierzając opiekować się niepełnosprawną partnerką, czym prędzej nawiał do Polski. Gdzie najwidoczniej dopadły go wyrzuty sumienia.
Nie byliśmy bliskimi znajomymi, ale zmartwiłam się jego kondycją psychiczną. Którejś nocy przyśnił mi się jakoś dziwnie. Rano pomyślałam, że chyba powinnam do niego zadzwonić. Jednak zanim zdążyłam zrealizować mój zamiar, odezwała się komórka. Telefonował Wiktor. Poprosił o tarota.
Moja miłość mnie okradła
Stanął w drzwiach blady, wychudzony. W gabinecie nie potrafił usiedzieć spokojnie. Bezustannie ściskał obie dłonie, nerwowo poruszał palcami, skubał skórki. Do krwi. Wreszcie oznajmił:
– W Hongkongu poznałem pół Chinkę, pół Francuzkę. Miała na imię Nadine. Dla mnie była absolutnym cudem. Kochałem ją jak nikogo na świecie. Przez dwa lata uważałem się za najszczęśliwszą osobę na ziemi. Oświadczyłem się, przyjęła mnie. Nagle znikła bez słowa, wyczyściwszy mi przedtem konto i zabrawszy wartościowe przedmioty z mieszkania. Nie mogę pojąć... Nie rozumiem... – Zaczął się plątać i ku mojemu przerażeniu rozszlochał się niczym dziecko. – Dlaczego? – spytał szeptem.
Przemknęło mi przez głowę, że nie spodoba się nam to, co zobaczę we wróżbie. Rzeczywiście. Tarot od razu obsadził Nadine w karcie prostytutki. Poinformował, że dziewczyna po mistrzowsku opanowała sztukę kamuflażu. W pewnym okresie życia było jej wygodnie odpocząć (ukryć się?) obok idealistycznie zadurzonego cudzoziemca, lecz w żadnym razie nie podzielała jego uczuć. Na samym końcu karty ujawniły głębokie seksualne zauroczenie innym kochankiem, kto wie, czy nie alfonsem. A owe zagrabione Wiktorowi dobra – jak wynikało z układu – nikczemna para przeznaczyła, cóż, na miły początek hulaszczego życia.
Prawda nie do udźwignięcia
Zdałam sobie sprawę, że takie wiadomości ostatecznie pogrążą mężczyznę w pijaństwie i rozpaczy. Trzeba było temu zaradzić.
– Czy tamte badania naukowe mogłyby stać się łakomym kąskiem dla konkurencyjnego koncernu? Albo obcego państwa...? – zaryzykowałam.
Wiktor potwierdził. Mój plan skrystalizował się błyskawicznie. – Słuchaj – odezwałam się przekonującym tonem. – Nadine szantażowano. Jacyś bezwzględni ludzie, no, bandyci, kazali jej nakłonić cię do wykradzenia i sprzedaży rezultatów pracy badawczej. Gdybyś się zgodził, pewnie policja złapałaby cię i zakończyłoby się to więzieniem. Gdybyś odmówił, te zbiry mogłyby cię nawet zabić. W trosce o wasze bezpieczeństwo Nadine wolała uciec. Od ciebie i, naturalnie, od nich. Bała się, że będziesz jej szukał. Przywłaszczyła sobie pieniądze, żeby spalić za sobą mosty. Żebyś postawił na niej krzyżyk jako na oszustce i złodziejce. Zrobiła to z miłości, aby cię chronić... – Tutaj zabrakło mi oddechu.
Mój gość milczał. Po długiej chwili powiedział cicho: – Nareszcie ogarniam. Dziękuję ci.
Ja natomiast zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będzie mógł udźwignąć prawdę. Popatrzyłam w tarota. Jego odpowiedź brzmiała: za kilka lat, kiedy ponownie się zakocha.
Ta chwila nadeszła właśnie teraz. Zaprosiłam go na tarota i przyznałam się do kłamstwa sprzed lat, a on wybaczył mi, pojmując intencje. Hongkong jest już dla niego tylko odległym wspomnieniem.
Maria Bigoszewska
fot. shutterstock