Mało kto lubi zmiany. Zawsze są wyzwaniem. No i nie wiadomo, co będzie dalej. Ale czasem po prostu nie mamy wyboru...
Chociaż z wiekiem nabywamy wiedzy i doświadczenia, nie zawsze to oznacza, że umiemy należycie postępować. Odpowiednio poradzić sobie w nowej sytuacji...
Osiemdziesięcioletni ojciec koleżanki ciągle jeszcze prowadził samochód. Stanowił zagrożenie dla siebie oraz pozostałych kierowców. Niestety, perswazje rodziny nie odnosiły skutku. Niegroźne – na szczęście – stłuczki, jakie dotąd zaliczył, tłumaczył indolencją innych właścicieli czterech kółek. Zdesperowana koleżanka przybiegła na tarota z pytaniem, co czynić?
Samiec nie chce odejść
W kartach zobaczyłam "starego lwa", który rozpaczliwie stara się o utrzymanie dotychczasowej pozycji w stadzie. Ojciec Lilki niby wiedział, że nadeszła chwila, by oddać prawo jazdy, ale dopóki jeździł, czuł się silny, sprawny i wolny. Decydował, gdzie i kiedy zawieźć żonę i córkę.
Trudna rzecz, pomyślałam. Chociaż prawko – informowały karty – uda się wyrwać tatusiowi wyłącznie podstępem. W przeciwnym razie istotnie dojdzie do poważnego wypadku.
Nie było na co czekać. Tej samej nocy Lilka wśliznęła się do sypialni ojca i po cichutku wyjęła z portfela dokumenty wozu. Następnego dnia rozpętało się piekło. Rodziciel szalał, żądając zwrotu zagrabionych papierów. Gdy mimo wszystko nie zastraszył swoich kobiet, położył się do łóżka i odmówił jedzenia.
– Panno Święta, co robić? – zadzwoniła strwożona koleżanka. – Jeszcze się rozchoruje! Może jednak oddać mu auto...?
– A co wolisz? – odparłam. – Żeby trochę pocierpiał, czy żeby roztrzaskał się na drodze?
Odpowiedź mogła być tylko jedna. "Okradziony" tata nie jadł dwa dni. Trzeciego wstał i w ponurym milczeniu przyrządził sobie kanapkę. Boczył się długo. I rzeczywiście jakoś szybciej się starzał. W dodatku do końca twierdził, że wyrodna córka odebrała mu jedyną pozostałą radość życia...
Fałszywa wizja siebie
Kiedy zjawił się u mnie Bernard, opowiedział, że od dzieciństwa nastawiony był na sukces zawodowy. Parł do przodu, jak czołg. Praca stanowiła dla niego sens istnienia.
– Więc czuje się pan zrealizowany? – zagadnęłam.
– Jasne – odrzekł z przekonaniem.
Dlaczego zatem poprosił o tarota? Objaśnił, że właśnie pojawiła się możliwość przejścia z jego dyrektorskiej posady na wysokie ministerialne stanowisko. On oczywiście jest doskonale przygotowany do pełnienia owej ważnej funkcji, niemniej chciałby zapytać o przyszłych współpracowników i parę dodatkowych zagadnień towarzyszących transferowi.
Rozłożyłam karty. Wbrew przeświadczeniu mężczyzny o jego znakomitych kompetencjach, tarot wskazywał na brak odpowiedniej wiedzy i profesjonalizmu, a także złe relacje międzyludzkie.
– Proszę się nie przenosić – powiedziałam. – Wróżba mówi: im wyżej zajdziesz, tym tragiczniejszy będzie upadek.
Nie uwierzył. Obserwowałam później w telewizji, jak wytykano mu błędne decyzje, szydzono, opluwano. Kiedy wrócił do mnie po roku, wydawał się innym człowiekiem. Tryskał nienawiścią do ludzi, którzy przyczynili się do jego dymisji. Jedyne, co mogłam zrobić, to polecić Bernardowi terapeutę. Czekała go długa i trudna praca nad przywracaniem własnej tożsamości.
Śmierć starych form
Na zakończenie coś z innej beczki. Jolanta tkwiła w fatalnym małżeństwie. Żyła "na łasce" męża, co ten wypominał jej na każdym kroku. Zdesperowana, zaczęła przemyśliwać o rozstaniu. Prawdę mówiąc, odeszłaby natychmiast, ale dokąd? Ponadto Jolantę blokowało przekonanie, że mąż zniszczy ją na sali sądowej.
Już pierwsze karty układu obwieściły konieczność "śmierci starych form". Zmiana miała nadejść niespodziewanie i doprowadzić do kompletnej przebudowy egzystencji dziewczyny. Jej rolą było tylko pochwycenie pomyślnej sposobności. – Trzeba złapać okazję. Złapać i utrzymać – wbijałam klientce do głowy.
Tą szansą stał się przypadkowy kontakt z dawną przyjaciółką. Kobieta wyjeżdżała za granicę i chciała zostawić komuś zaufanemu mieszkanie. Jolanta, jak następnie wyznała w moim gabinecie, niemal bezwiednie podała swoją kandydaturę. Przyjaciółka się zgodziła. Wkrótce po przeprowadzce Jola poznała sąsiadkę zza ściany. Życzliwie usposobiona pani szukała akurat kogoś do swojej firmy kateringowej...
Dzisiaj Jolanta ma drugiego męża, dziecko i jest szczęśliwą osobą. Oprawiła w ramki arkan Koła Fortuny i medytuje nad nim systematycznie. Jest przekonana, że spotykać ją mogą tylko przyjemne wydarzenia.
Maria Bigoszewska
fot. shutterstock